Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom III.djvu/166

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Odwróciła się od niego.
— Frydo! — odezwał się z wyrazem rozpaczliwym Biały...
Wskazała mu na drzwi milcząc... zwróciła się ku oknu — i płakała może, lecz łez jej nie widział nikt.
Książę postawszy u progu upokorzony — wysunął się po cichu.
W obozie, w którym już poddania się spodziewano, ruch był widoczny... książę po kilkakroć szyszak kładł, wychodził i wracał...
Wstał potem, wybiegł i kazał otwierać wrota.
W tejże chwili z komory swej zbiegła Bodczanka, na którą koń czekał i sług jej dwu...
Nie oglądając się, nie pytając o księcia, który wyjść do niej nie śmiał, siadła na konia...
Zaledwie podniesiono bronę, ona pierwsza, nie zakrywając twarzy wybiegła z zamku. Sędziwój, który stał niedaleko, Bartek z Więcburka, wiedzący kto była — przepuścić ją kazali, nie zatrzymując...
Pominąwszy ich, mając wolną drogę przed sobą, Fryda uderzyła konia i puściła się czwałem...
Oblegający już się do wrót zbliżali, mając na czele Sędziwoja i Bartka, gdy Biały cały we zbroi swej najlepszej, w płaszczu szkarłatnym, w pasie rycerskim ukazał się na koniu.
Buśko z węzełkami na plecach szedł za nim.
Bartek z Więcburka, którego ta pycha ksią-