Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom III.djvu/165

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Pod noc piosnkę jakąś kazał sobie zaśpiewać Buśkowi — ale ten głową potrząsnął.
— Bij kiedy chcesz — rzekł, — nie będę śpiewał, płacz mnie dławi...
Na zamku, choć nikt nie wiedział, że się poddać miano, gotowali się do tego wszyscy...
Twarze były prawie wesołe... bój bez nadziei dokuczył wszystkim...
Podniosłszy się z łoża, niespojny[1] książę myślał co uczyni z Frydą... jak jej powie, iż poddać się przyrzekł — jak namówi aby do ojca wracała...
Na to potrzeba było odwagi, której nie miał,[2] Lękał się wyrzutów — trwożył własną słabością. Przecież słowo jakieś wyjąknąć było potrzeba.
Kilka razy szedł i powracał... Gwałtownie, potem wpadł do izby Bodczanki. Ta siedziała odziana na pół po męzku, gotowa do podróży, z twarzą zestarzałą, smutną i bladą.
— Muszę się poddać — zawołał kziążę[3] — umowa stanęła...
Czekał na odpowiedź — Bodczanka milczała wzgardliwie.
— Wracajcie do ojca... ja nie mam kąta — dodał Biały.

— Nie opiekujcie się mną — zawołała suchym głosem boleści zwyciężonej Fryda — do ojca nie powrócę, bo i ojciec i bracia szydziliby ze mnie... Nie! w Gdańsku klasztor mnie czeka...

  1. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; najprawdopodobniej winno być niespokojny.
  2. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; zamiast przecinna winna być kropka.
  3. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – książę.