Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom III.djvu/167

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


żęcia przy zdaniu się na łaskę oburzyła i rozśmieszyła, buchnął szyderskim śmiechem.
Posłyszawszy głos ten książę, drgnął, konia strzymał i zdarłszy z ręki żelazną rękawicę, cisnął ją w twarz Kujawskiemu staroście.
— Na ostre! — krzyknął. — Na ostre!
Niespodziewanego wyzwania tego Bartek nie mógł odrzucić. Wziął rękawicę i zawołał.
— Na ostre!
Książę się z miejsca nie ruszał.
— Natychmiast! — krzyczał głosem drżącym, obracając się do swoich, aby mu drzewo podano.
Wstrzymać go nie było sposobu. Chciał mówić coś Sędziwój, przerwał wołaniem rozpaczliwem Biały...
— Na ostre!! na ostre.
Kupa ludzi, która otaczała ich, na dany znak rozstępować się zaczęła...
Bartek z Więcburka jechał na plac spokojny i obojętny, Biały rzucał się rozwścieczony, miotał na koniu i ledwie się mógł utrzymać.
Widowisko było dziwne...
Niektórzy śmieli się, inni ciekawie cisnęli patrzeć końca w tej walce, w której łatwo było Bartkowi wywróżyć zwycięztwo...
Zaledwie stanęli w odległości jaka zwykle do takiego spotkania wyznaczaną była — ledwie podnieśli drzewa i złożyli je jak należało, gdy