Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom III.djvu/162

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Niedokończył. Fryda za niego rzuciła szyderstwo.
— Gdy mu się poddasz i przestaniesz na jałmużnie?.. Nie sądź, by ci dał choć piędź ziemi... zapłaci za nią... a na księstwo nie puści!..
Biały zamilkł.
— Śmierć z głodu albo od miecza! — zamruczał — ot co zostało... ja żyć chcę?
— Choćby z kajdanami na nogach? — spytała Bodczanka.
Nie dając odpowiedzi, wyszedł gniewny.
Z południa zatrąbiono u wrot, książę jednego z jeńców wyprawił prosząc o rozmowę z Sędziwojem... Lecz, sam raz zdradą go podszedłszy, obawiał się też napaści jakiej. Chciał rozmowy na moście u wrót, lub za przekopem, i żeby sami byli.
Wojewoda odparł, że on ma więcej powodów niedowierzania — chciał rozmowy w polu, przed obozem...
Biały się lękał...
Zawieszono układy — posłać nie miał kogo... Drzazga się bił dobrze, ale mówił nie do rzeczy.
Uszedł dzień, Biały zaczął już niecierpliwić się i zżymać. Cokolwiek poczynał, pilno mu było — jutra się obawiał, bo siebie się nie czuł pewnym...
Połowę niemal załogi wziąwszy na most, aby być od napaści bezpiecznym, wyszedł do Sędzi-