Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom III.djvu/161

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


U furty pilnujący Drzazga kazał mu ją otworzyć.
Książę sam leżał na dole...
Od wrót idącego do izby jego zobaczyła Fryda — i już pewną była prawie, że książę znowu knuje coś, myśląc o poddaniu się. Jej krew się na to burzyła.
— Ni żyć ni umierać nie umie! — powtarzała do siebie, miotając się.
Na widok Buśka zerwał się Biały, kazał mu przyjść blizko, aby ich nie podsłuchano i uważnie nastawił ucha opowiadającemu.
Oburzenia nie widać było na jego twarzy — prawie się wypogodziła ona — nie rzekł nic.
Położył palce na ustach... i wstał aby pójść do Frydy...
Spodziewała się go może — zastał ją chodzącą niecierpliwie po komorze.
— Oni nas głodem zamorzą! — odezwał się siadając.
— Do tego jeszcze daleko — wybuchnęła kobieta — gdy głód przyjdzie — z załogą można wyjść i przebić się...
Ruszył ramionami książę.
— W gołem polu nasza garść się im nie ostoi.
— To wybiją nas i umrzemy rycersko a godnie — zawołała Fryda.
Biały spuścił głowę.
— Ale ja mam nadzieję, że mi król Gniewków puści, gdy...