Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom III.djvu/150

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Przypadek czy rachuba sprawiła to, czego żądał wojewoda.
W walce, we wrzawie kąpiąc się Biały byłby wytrzymał z tym zapałem jaki go unosił chwilowo — w spokoju wytrwać długo nie umiał.
Pod wieczór już rzucił się na łoże i twardym snem usnął, mając swojego Buśka u nóg.
Fryda przyszła, spojrzała na niego, i zachmurzona powróciła do swej komory. Przeczuwała, co się w duszy jego dziać miało...
Dopiero następnego dnia zbudził się Biały, przetarł oczy, i zobaczywszy Buśka, zapytał go.
— Szturmują?
Chciał już zbroję wdziewać i za oręż pochwycić.
— Nie — siedzą cicho — rzekł błazen wzdychając. — Pewnie Kaźka, który zmarł, grzebać będą.
— Kaźko? umarł? — krzyknął książę.
Buśko głową potwierdził.
— I koń zdechł co pod nim był, i on w nocy skończył — odezwał się. — Szkoda! taki pan był, co sam z drewnianego kubka pijał wodę, a służba ze srebra wino...
Zmilczał zasępiony książę. Rzucił się na łoże i oczy wlepił w pułap.
Wyczekawszy trochę, jeść i pić podawać kazał.