Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom III.djvu/136

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


rozumu swego i okazanej siły — Fryda zmarszczyła się, ramionami poruszyła i odparła sucho
— Wolałabym abyście w polu i po rycersku walczyli...
To mówiąc, odwróciła się i poszła zamknąć się w swojej komorze.
Nie zraziło to ani powstrzymało księcia — rad był z siebie, a wielkie rzeczy obiecywał sobie z tego podstępu, który obmyślił. Wyobraźnia malowała mu już pochwyconych w pułapkę najczynniejszych dowódzców, najniebezpieczniejszych przeciwników, — wojewodę, za którego spodziewa się ogromnego okupu, Bartka z Więcburka, na którym pragnął się pomścić, Kmitę bogatego i mogącego mu się opłacić, a choćby siostrzeńca Kaźka Szczecińskiego, bo o nim słyszał, że szedł także przeciwko niemu.
Wnet Bylica, Drzazga i co było najulubieńszych zauszników wezwani zostali na radę.
Bylica pański rozum pod niebiosa wynosił — cieszył się i zaręczał, iż nic łatwiejszego nie będzie, jak wszystkich pochwycić — wpuścić ich bronę ciężką spuścić, otoczyć i powiązać...
Gdy na zamku się to działo, nieszczęśliwego Mańkę wnet wypędzono aby do obozu jechał. Dano mu nawet klucze od wrót na znak, że zamek gotów się poddać...
Młynarz i zięć jego znani byli w obozie wojewody, puszczano więc przybyłego natychmiast,