Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom III.djvu/132

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Biały, któremu zdradą nieochybną głowę nabito, gdy się tylko stary młynarz z powrotem zjawił, natychmiast do siebie pozwać go kazał...
Było to w naturze słabego a gwałtownego człowieka, iż gdy wziął co do serca, stawał się okrutnym... Szło mu też o to, aby Fryda słabości się jego nie urągała...
Sam książę zszedł do izby na dole, w której już pachołkowie przywiedzionego młynarza trzymali... Blady był i drżał stary opasły człek, ale z oczów jego, oprócz trwogi i gniew okrutny tryskał...
Biały wpadł nań rozsrożony jak dzik...
— Mów prawdę — krzyknął — ja wiem wszystko! Uknułeś zdradę ty z zięciem twoim...
Znosicie się z wojewodą, chcecie mu mnie wydać i zamek.
Hanko złożywszy ręce, bełkocząc się, wypierał..
Wejrzenie człowieka zuchwałe, będące w sprzeczności z postawą uniżoną — zaparcie się, rozjątrzyło Białego.
— Na męki cię każę wziąć! — zawołał...
— Męczcie mnie jak chcecie — jęknął Hanko — jestem niewinny...
U księcia, gdy wpadł w ten stan szaleństwa, od słowa do czynu nie było daleko...
Chciał natychmiast dać go na męki, ale się okazało że tych klub, sznurów i całego przyrządu