Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom III.djvu/131

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


na pomoc, jaką mu mogły dać machiny coraz nowe i czółna przez niego budowane. Temi niekiedy także zbrojne kupy puszczały się Wisłą i nadbrzeżne osady plądrowały.
Niewypuszczano więc bogatego młynarza, ani zięcia jego ze Złotoryi, chyba pojedyńczo i to na krótko, jednego zawsze zatrzymując jako zakładnika.
Hanko, który oko miał przenikające i widział, że się to wszystko źle skończyć musi, rad był co najprędzej się ztąd wydobyć i powrócić do swych młynów, a zyskać łaskę u wojewody Sędziwoja...
Począł się coraz częściej wymykać, posyłać ludzi w różne strony, wreście zauważono, że opieszale chodził około tego, co mu powierzono.
Fryda z przenikliwością niewieścią oddawna zdrajcy się w nim obawiała, książę się śmiał z tej obawy.
Na tydzień jakoś przed zielonemi świątkami, powziąwszy podejrzenie większe, gdy znowu Hanko się do Brześcia prosił, Bodczanka potajemnie wysłała za nim człowieka, który kroki miał jego śledzić...
Ten, powrócił w prędce, dając znać, że młynarz mu się wyśliznął — znikł, lecz że najmocniejsze miał podejrzenie, iż do obozu Kmity, ku któremu i inne siły się ściągały, musiał się udać.
Czekano go z powrotem.