Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom III.djvu/121

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Prawdę rzec — dawał król wiele, ale nie to co myśmy chcieli.
Wymogli na nim krakowianie od wszelkich danin, opłat i posług wolność zupełną, krom dwu groszy z łanu na Ś. Marcina; obiecał ich na służbę rycerską nie wołać za granicę, tylko za sowitem wynagrodzeniem; o wszelką sprawę rady pytać, bez niej nic nie stanowić; urzędników nie mianować ino swoich, a książąt i z krwi ich nikogo; po miastach też sadząc tylko ojczyców tych ziem, w których one leżą. Naostatek i podwody królewskie darował...
Słuchano w milczeniu...
— A no — zamruczał Dersław... obiecać łatwo, zobaczymy co strzyma... Małopolany się otacza, oni radę jego stanowić będą, po ich myśl, pójdzie wszystko... a my jak byliśmy tak będziemy upośledzeni.
Spytek westchnął.
— Dajcież dokończyć — rzekł, — trzeba dopić kwaśnego piwa które nam nawarzono...
Za te wszystkie łaski a swobody córkę na tron z mężem jakiego jej wybiorą, przyjąć musiemy; więc choćby niemiec był czystej krwi, która nam jest trucizną... kłaniać mu się będziemy musieli.
— Ho! — ho! wołano po bokach...
— Zobaczemy! — śmiejąc się, dodawali inni.
— Tu nam już i głód się dawał czuć po tro-