Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom III.djvu/114

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nie przerąbana... Ran dużo ale mięsnych... Krew się odrobi...
Zajął się zaraz gorąco.
— Na ręce go wziąć i na posłanie moje... krzyczał...
Truchlicę choć za włosy mi ciągnąć, aby z zielem tu bywała — a raźno!
Gdy Lasotę ludzie podnieśli, choć zęby ścinał, krzyk mu się wyrwał. Niewiasty zawtórowały jękiem.
— Wstydź się! zawołał Dersław.
Co ból znaczy, gdy człowiek w sobie serce ma? Śmiej się? Będziesz zdrów jak ryba.
Truchlica ma zioła co goją choćby ogień był w ranie.
A dawajcie Truchlicę...
Może lepiej niż zioła baby, podziałały na Lasotę, piękne łzawe oczy Piotruszy, która z matką za chorym poszła...
Dersław konia odprawił i został przy Lasocie, po męzku się nim zajmując.
Gdy Truchlica oglądała rany i okładała je a lepiła, ów opowiadał jak niegdyś posiekany leczył się i wylizał dzięki temu — (wedle jego przekonania) że miał rozum, bo jadł i pił ciągle a nie dał życiu w sobie zagasnąć.
Wnet krupnik kazał warzyć tłusto dla Lasoty — a tak był pewien, że z pomocą Truchlicy, owczarza i krupników zdrowie rychło powróci,