Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom III.djvu/115

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


iż chciał czekać z podróżą do Poznania, ażby się Nałęcz dźwignął.
Być może, iż zawsze podejrzewając powinowatego i Piotruszę o serdeczniejszy niż go sobie życzył stosunek, wolałby był chorego z niewiastami samemi nie porzucać.
A tu znowu sprawa ogólna na sercu mu leżała.
Z Lasoty dobywszy co tylko on wiedział o księciu i jak o nim sądził, dłuższy czas z nim spędziwszy — Dersław zawyrokował.
— Na tego Piasta—znoska niema się co nam oglądać — darmo! Trzeba się wyrzec wszelakiej myśli o nim. Sprzeciwiałem się temu, gdy Przedpełk, Szczepan z Trląga i Wyszota powróciwszy zawyrokowali o nim, że z niego nic nie wyrośnie — myślałem że wprost podrażnił ich i źli nań byli — ale teraz widzę, że to duda jest, w którą dąć potrzeba nieustannie, aby jaki taki głos wydała.
Więc precz z tymi dudami! niech się na nią nie oglądają nasi — trzeba Ziemowita Mazura uprosić... Ci wiedzą czego chcą i dokąd idą...
Właśnie z tem postanowieniem pilno było na zjazd Dersławowi — lecz że do Poznania się, czekając na wyzdrowienie Lasoty, opóźnił — a niechętni królowi mieli się zebrać na obrady w Gnieźnie — tam i stary pospieszył.
Nie był na zjeździe w Koszycach na Węgrzech,