Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom III.djvu/113

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Tyle tylko wnosił z opowiadań, a chciał wiedzieć więcej... Stary więc, mimo pochmurnego dnia już konia sobie podawać kazał i — zabierał się nań siadać, gdy nędzny wóz chłopski parą konikami ciągniony wtoczył się na podwórze, postał nieco u bramy, a potem skierował ku dworowi.
Na wozie wysłanym sianem, nikogo siedzącego widać nie było — stał więc Dersław czekając nań, gdy konie przyciągnęły wreście furę i z niej podniosła się blada, obwiązana szmatami głowa Lasoty...
Dersław aż krzyknął z podziwu, a na krzyk ten wnet jego niewiasty z domu wybiegły — na wozie leżał okryty siermięgą, okrwawiony biedny Nałęcz...
— Z pod Gniewkowa! krzyknął Dersław załamując ręce...
— Ledwie żyw — odparł Lasota. Chciałem się tu zwlec, abyście mi choć pogrzeb chrześciański sprawili.
Dersław się odwrócił wołając.
— Hej — słać po babę, po Truchlicę, i po owczarza! Oni mu radę dadzą.
I przystąpiwszy do wozu pytać zaczął po wojskowemu.
— Ucięli ci rękę albo nogę? Nie — chwalić Boga! Wnętrzności całe? Głowę pokaż?.. Kość