Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom III.djvu/111

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Książę, jakby nie wiedział sam, spojrzał po sobie, na ręce swe i nogi — nie umiał dać odpowiedzi, wskazał tylko głowę, którą siny pręg na pół przedzielał!
Szepnąwszy coś Buśkowi Fryda wyszła.
Dosyć niezgrabnie zabrał się stary sługa do rozbierania księcia, wraz z przywołanem pacholęciem. Biały miał na sobie dobrą zbroję, nie doszły go więc wymierzone nań ciosy — ale przez nią niemal każde cięcie czuć mu się dało...
Blachy gięły się pod razami i cisnęły ciało, które krwią zaskórną nabiegało...
Ręce, plecy, ramiona, głowa były sińcami okryte... Przyniesiono wina z ziołami gotowanego i zaczęto nim okładać potłuczonego, który zapominając już o klęsce i o wszystkiem, głębokim snem usnął...