Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom III.djvu/077

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ulryk wstając. Może też gdy wam napłynie ludzi, a i Gniewkowscy z wami pójdą, mnie nie będziecie potrzebowali.
Biały, któremu się zdawało że w istocie obejdzie się bez pomocy Ulryka, o którego był nieco zazdrośnym aby jemu i sasom zwycięztw nie przypisywano — nie rzekł nic.
I tak nad rankiem, obdarzeni sasi, obdarowany z łupu Ulryk, wyciągnął nazad do Drzdenka.
Szczęściem dla Białego, wieść o jego napaści na Złotoryę, o zdobyciu, rozeszła się już była i Lasota we Starej wsi[1] dowiedziawszy się o tem, po krótkiej naradzie z Dersławem, ruszył napowrót do Białego...
Wysłano go może więcej na zwiady niż w pomoc dla niego, ale Lasocie dokuczyła bezczynność, rad był cokolwiek bądź przedsiębrać, byle darmo nie jeść chleba u starego.
Biały rozmyślał właśnie nazajutrz rankiem, kogo przy sobie ręką prawą uczyni, której czuł wielce niedostatek, gdy ujrzał w progu Lasotę.
Powitał go z wielką i może aż nadto wyrazistą radością. Brzemię mu z ramion spadało, miał na kogo je zrzucić.

— Lasota! — zawołał podchodząc — przybyłeś mi w porę. Mam ludzi dość, ale mi dowódzców braknie... Bóg ci zapłaci żeś o mnie pamiętał, a ja starać się będę odwdzięczyć. Co słychać w Wielkiej Polsce?

  1. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – Wsi.