Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom III.djvu/078

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Cicho i pusto — odparł Lasota. — Co było ruchawszego pojechało do Koszyc walczyć z królem Ludwikiem językami, nie mogąc kordem... Póki nie powrócą na Wielkopolskę niema co liczyć — musiemy sobie tu na Kujawach sami radę dawać.
Książę spojrzał nań.
— Jak? — zapytał.
— Prosta rzecz — zawołał Lasota — co tylko jest ludzi, którzy mogą udźwignąć miecz, dosiądz konia, musi iść z nami. Gniewkowscy księciu sprzyjają, niechże idą.
— Muszą iść! pójdą! — odparł ożywiony już książę.
Zadumał się chwilkę i postąpił ku Lasocie.
— Daję ci moc — rzekł — co uczynisz, wiem że dobrem będzie, rozkazuj w mojem imieniu!!
Lasocie dwa razy tego mówić nie było potrzeba, skłonił się zlekka i zawrócił, oczy mu się zaiskrzyły.
— Jeżeli mi nie będzie psuł co ja pocznę — nawarzym piwa królowi Ludwikowi, które mu nie bardzo będzie smakować...
Biały uspokoił się zupełnie — wiedział że na Lasocie mógł polegać...
Rozpoczął sam na starem swem zamczysku gospodarzyć, rozkładając się, i usiłując je do dawnego przyprowadzić stanu. Jednym z najbar-