Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom III.djvu/051

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Drzazdze dał ręką znak, aby resztę za niego dopełnił i na zamek do izb starościńskich prowadzić się kazał...
Tu Buśko, gorliwy zawsze o własną i pańską wygodę, już go był poprzedził. Znali trochę Złotoryę z pierwszego jej zdobycia, lecz teraz lubiący wczasy Krystyn i żona jego, lepiej ją na przyjęcie nowego pana przygotowali.
Buśko znalazł sługi Krystyna, spiżarnię, zapasy i już w nich gospodarował. Ze strachu spełniano rozkazy...
Sam on, prawem zdobywcy, splądrował zakątki wszystkie, powyciągał z nich co tylko wartość jaką miało, zagrabił jako łup — a babom jadło i napitek gotować kazał.
Znalazł więc książę, wszedłszy do wielkiej izby, co potrzeba było na przyjęcie i Buśka marszałkującego bardzo poważnie i stanowczo...
Wielki wysiłek na jaki się zdobył książę, znużył go mocno, byłby swym zwyczajem rzucił się na posłanie spoczywać, gdyby mu Fryda i jej rozkazy na myśl nie przyszły...
Siadł więc do stołu.
Buśko chciał go zabawić pociesznem opowiadaniem o wielkiej trwodze żony Krystyna, i o nim — lecz książę słuchać go niechciał...
Potrzebował być czynnym...
Podano jadło — kazał wołać Drzazgi, który natychmiast się stawił. Znał on księcia dość do-