Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom III.djvu/045

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Słuchaj Buśku? Z Krystynem starostą — co zrobić? Powiesić go? hę?
— Paneczku... na Chrystusa Zbawiciela, a toż za co?
— Za co? łajdak jest! pies jest! niegodziwiec. Odgrażał się przeciwko mnie, bezcześcił, nazywał wywłoką... Są ludzie co słyszeli! — wołał Biały gorąco. — Dosyć wreście że Sędziwoja szwagier... za to wisieć powinien...
Buśko głową kręcił.
— Miłościwy panie — rzekł — jak wy zaczniecie wieszać, to oni nas potem będą też ciągnęli do góry. A, uchowaj Boże — mnie wezmą...
Książę się po swojemu zadumał.
— Paneczku — rzekł Buśko. — Wieszać to z tego nic nikomu nie przychodzi... chyba krukom i robactwu... Czy nie lepiej okup wziąć, a teraz go do ciemnicy posadzić?...
— Na Boga! rozum masz! — krzyknął książę. Rzucić go okutego do więzienia — i niech Sędziwój ratuje męża siostry... tysiąc kop...
Buśko się rozśmiał.
— Tyle on nie wart — rzekł — jabym go za pięćset dał wygłodziwszy...
Biały nic nie odpowiedział, bo właśnie stanął u otwartej bramy.