Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom III.djvu/044

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


na, postawił u drzwi straż. Umówionem było z księciem, który sam się narażać nie chciał, pewnym nie będąc powodzenia, iż miał w miejscu bezpiecznem oczekiwać na wiadomość.
Posłano do niego gdy wszystko było skończone, a nawet załogę pobraną w niewolę, powiązaną do lochów sprzątnięto.
Książę nadjechał zdyszany, rozgrzany bardzo i uradowany. Utkwiło w nim to słowo Frydy, które obiecywał sobie wziąć za skazówkę i być mu posłusznym — słowo zalecające nieubłaganą surowość.
Przypisywał teraz sam wszystkie swe niepowodzenia zbytniej powolności i pobłażliwości.
Przez cały więc czas gdy do zamku jechał, najuroczystsze sobie samemu dawał słowo, poprzysięgał iż będzie postrachem, będzie tyranem okrutnym — gdy na nieszczęście inaczej nie można było być zdobywcą...
Pierwszy przykład srogości tej, chciał zaraz dać na Krystynie ze Skrzypowa. Nic mu ten winien nie był, ale jako szwagier Sędziwoja z Szubina, przeciw któremu Władysław pałał największą żądzą zemsty — musiał za niego pokutować.
Biały, który miał przy sobie jednego Buśka, do którego mógł mówić otwarcie, potrzebując wywnętrzenia się i przechwałki — odwrócił się do niego.