Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom III.djvu/046

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.




III.


Piękny ranek sierpniowy oświecał obraz, który oczom księcia mógł się też wydać bardzo uroczym. Malowniczym był w istocie.
U wrót otwartych, których brona była podniesiona, stała kupa wesołych, śmiejących się, pokrzykujących ludzi...
Ktoby nie wiedział z czego się składało wojsko Białego, spojrzawszy na tych ciurów, łatwo by poznał, zbiegów, włóczęgów, warchołów i hołyszów po gościńcach i lasach pozaciąganych.
Wprawdzie ledwie najdostojniejsze dwory i pułki naówczas jednostajnem uzbrojeniem i strojem pochwalić się mogły, lecz najlichszy dwór biedniejszego nawet ziemianina — czyściej i porządniej wyglądał niż Władysławowskie ciury...
Ani wzrostem, ani twarzami, ani płcią, ni postawą dwu prawie nie było do siebie podo-