Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom III.djvu/015

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


leży, ale z duchowieństwa!! A toć i nam poradlne dawać każe... W cóż się obrócą stare przywileje!
Ksiądz mówiąc, ożywiał się coraz bardziej, a był snać gorącego temperamentu, bo mu krew na twarz występowała, i ręce drżały miotając się.
— Każą naprzód poradlne nam płacić, wbrew zwyczajowi, a dalej nas do innych ciężarów wprzęgą. Myśmy przecie do tego nie obowiązani... bo gdy rycerstwo krew daje, my między ludźmi a Bogiem związek trzymamy... my dusze dajemy nasze...
Siedzimy na tej ziemi, ale król i pan nasz w Rzymie jest... Ludwik do nas nie ma prawa, ani do dóbr naszych...
Tak ci jest! — dokończył i o stół uderzył.
— Ojcze Iwonie — to i wy przeciw królowi? — odparł Sędziwój.
— Nie przeciw królowi, nie — zawołał Iwo — ale przeciw tym, co mu źle radzą.
Zamilkł na chwilę ksiądz i począł wprędce.
— Ale to poradlne nietylko dla nas, wszystkim ono niepomiernie zacięży — Panie Boże odpuść, czy go nie doradził kanclerz Zawisza dla przymilenia się panu — ale mu niem piwa nawarzy...
— Prawda — wmięszał się Domarat — że wrzawa okrutna, że co było ucichło i ułagodziło się, teraz znowu wre... Niechby król pamiętał,