Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom II.djvu/158

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


było można, posuwał ją do gwałtowności i przesady.
Lecz po tych wybuchach już często opanowywało go znużenie... Czas mu się wydawał długim, bezczynność go wysilała. Na krok żaden napastliwy, choćby był chciał, porwać się nie miał z czem... Ledwie było czem gródki poosadzać...
Buśko wpatrując się w niego, w twarzy chmurnej widział już symptomata blizkiej zmiany... i zwrotu...
Głową potrząsał, węzełki tem skrzętniej zbierał i zabezpieczał... ale nie śmiał mówić nikomu.
Zabawiano się tymczasem na zamkach, bo książę potrzebował podbudzających rozrywek. Stoły zastawne były po całych dniach a często i nocą. Gardłował przy nich Buśko, a czasem i ściągnięte z różnych dworów dziewczęta śpiewnice... Z Torunia dostarczano wina, które Krzyżacy z piwnic swych sprzedawali, przywożono przyprawy i wymyślniejsze przysmaki.
Chciał Biały, oprócz tych zapasów coś więcej u Krzyżaków dostać... i posyłał do nich potajemnie, ofiarując się im jako hołdownik zakonu, jeśli by mu pomogli do odzyskania dzielnicy. Zakon, czy nie wiele rachował na takiego sprzymierzeńca, czy oszczędzał króla Ludwika — czy inne miał rachuby, zbył księcia