Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom II.djvu/157

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


zmoże i znuży nieprzyjaciela. Niechciał krwi daremnego przelewu w domowej wojnie.
Czasu jednakże nie tracił.
Posłańcy jego przekradali się pod rozmaitemi pozorami do obozu Białego, wielu z nich zaciągało się w służbę jego, aby podpatrzeć co się tam gotowało. Z tych ochotników potem znikali niektórzy, do Poznania zbiegając z językiem.
Wojewoda był o wszystkiem najlepiej zawiadomiony...
Wahał się jeszcze od czego i kiedy rozpocząć, lecz przygotował siły przeważne, tak aby być pewnym zwycięztwa...
Z rachuby jego wypadało, na ten zamek naprzód uderzyć, który był pierwszy zdobyty.
We Włocławku wojewoda miał najwięcej oddanych mu ludzi. Gotowano wczećnie[1] gmin i załogę groźbami zemsty jej odbierając ducha...
Książę przebywał z kolei to w Złotoryi, to w Szarleju, to w Gniewkowie. Z początku ściągali się doń z ochotą, zwolna jednak, gdy zapłata zalegała — niedostatek się okazał — przyjaciół ubywać zaczęło...
Stary Gniewosz tylko, Drzazga, Sikora, Lasota i kilku młodzieży, którym wojna pachła, dwór księcia składali.

Trwał jeszcze książę w usposobieniu rycerskiem, w nadziejach najświetniejszych — i gdzie bez niebezpieczeństwa energję bezkarnie okazać

  1. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – wcześnie.