Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom II.djvu/156

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.




IX.


Upłynęło dosyć czasu, wiosna była w pełnym rozkwicie, upały letnie się zbliżały, książę i jego przyjaciele gotowali się do obrony na zamkach zdobytych.
W pierwszych dniach padła na nich trwoga, z Wielkopolski od Poznania głoszono o niezmiernych przygotowaniach Sędziwója[1] z Szubina, spodziewano się go co chwila. Z pośpiechem dopełniano liczby ludzi potrzebnych na załogach... zwożono pochwytane u wieśniaków zboże, siano i zapasy... Żale i skargi rozlegały się wszędzie, lecz ani Biały, ni jego ludzie wcale nie zważali na nie...
Tymczasem dnie, tygodnie, miesiące płynęły, a Sędziwój z Szubina, znaku życia nie dawał.

Wódz był cierpliwy a mądry... Rachował on na to, że długa obawa i próżne oczekiwanie

  1. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – Sędziwoja.