Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom II.djvu/155

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    ciszej — jak skoro jeden z mych zamków umocnię, porywam cię...
    Zarumieniła się Bodczanka.
    — Przywieź księdza z sobą tylko, któryby nam ślub dał — pojadę.
    Książę zaczerwienił się i zmięszał...
    — Stanie się po twej woli — rzekł — a gdy się to dopełni, uczynisz mnie niezwyciężonym, bo mojego szczęścia bronić będę...
    Cichym szeptem skończyła się rozmowa.
    W tem przez okno przeciwległe; za błonami wyjrzał czerwony przekrojony na wpół księżyc wschodzący. Biały porwał się od stołu.
    U progu stał Lasota, a za nim opończą okryty, rozkołysany napojem i ucieszną rozmową Buśko.
    — Na koń! — zawołał Biały. — Musimy przededniem być w domu. I dwie dłonie wyciągnął ku gospodarzowi i jego synom, ścisnął rękę Ulryka, a cofającą się do progu w cień Frydę, ujął w pół i w czoło pocałował.
    Lekki stłumiony okrzyk dał się słyszeć, na moście tętniało. Biały świszcząc piosenkę jakąś, pędził z powrotem na zamek.