Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom II.djvu/159

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


milczeniem. Nie przybył nikt z tamtąd i Białego na rozmowę nie zapraszano.
Książę obrażony, co był wielkim zakonu wielbicielem i obrońcą, zwolna wymyślać nań zaczął, a lekce go sobie ważyć.
Do książąt mazowieckich tajemne posły wróciły też z odprawą obelżywą prawie.
Wszystko to, choć nie odebrało jeszcze całkiem odwagi księciu, zachwiało jego nadzieje, zaćmiło marzenia jasne... Pokrywał tajemnicą i milczeniem te niepowodzenia — lecz wieść o nich przeciskała się do przyjaciół i odbierała im ochotę służenia osamotnionemu.
Mieli też sposobność przez ten przeciąg czasu przekonać się, że Biały, który mówił i obiecywał wiele, do czynności nie bardzo był skory.
Władał nim kto chciał, tak rad był, ażeby go ktoś zastąpił i część ciężaru wziął na siebie... Gniewosz, Drzazga, Lasota rozkazywali, rozporządzenia ich często były sprzeczne — książę wzywany do rozstrzygnięcia sporu, zdania własnego nie miał.
Najulubieńszem zajęciem jego było, u stołu zasiadłszy odgrażać się i przyszłość odgadując świetną, nią się upajać.
Niekiedy zamykał się z Buśkiem, kładł na pościeli, ręce pod głowę, i śpiewać kazał, albo go ze słowem jakiem posyłał do Frydy i na odpowiedź czekał niecierpliwy.