Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom II.djvu/127

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


pewnie się mu też poddał, bo już ludzi kupę miał, a ziemian się dużo z nim połączyło.
Pobladł Sędziwoj[1].
— Kiedyż się to stać mogło? — począł głosem podniesionym. — Cztery zamki opanować, na to potrzeba czasu, a żebyś ty dopiero pierwszy tu przybył z wiadomością??...
— Cztery zamki wziął we dwa dni... — odparł, ramionami ruszając Drzemlik.
Wojewoda cofnął się na krok.
— Kto cię wysłał? zkąd? kiedy?
— Ze Złotoryi uciekłem, gdy na Szarlej ciągnęli — rzekł Drzemlik. — Na to co się stało, własnemi oczyma patrzałem. Nie mówił mi nikt... bo bym nie wierzył.
Gdy wojewoda jak osłupiały stał, badając posła, od stołu przy którym nań oczekiwano, zaczęto spoglądać nań i Kępa, wojewoda poznański zmiarkował, że go tam coś złego u drzwi zatrzymało — wstał i podszedł ku niemu.
Sędziwoj[2] się zwrócił do Kępy.
— Patrzajże wojewodo — rzekł — ten nam krasne jajko wielkanocne przywozi... prędzejbym się był tatarskiego najazdu spodziewał.
Kępa niecierpliwy człowiek, krzyknął zaraz do Drzemlika.
— Gadaj — co jest?

— Gniewkowski książę się zjawił i cztery zamki mu poddano...

  1. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – Sędziwój.
  2. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – Sędziwój.