Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom II.djvu/116

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


co się stało, rzucił kuszę i przez ostrokół się spuściwszy, uszedł; będzież za niego niewinny odpowiadał?
— Zdawajcie zamek zaraz — odparł Lasota — otwórzcie bramy, poddajcie się księciu, a ja w tem, mścić się nie będzie...
— Niechże jego słowo usłyszym... — odparł jeden — a potem — uderzył się po głowie — dziej się wola Boża.
Lasota, któremu pilno było — rzekł rzeźko.
— Chodźcie za mną.
Zawahali się nieco trzej rozmówcy, poszeptali z sobą, jeden z nich wybiegł, powrócił, naradzali się znowu — Lasota naglił, ociągając się, poszli za nim wreście.
Książę stał ciągle na koniu opodal, niecierpliwiąc się, aby co prędzej Szarleja dostać — gdy Lasota wiodąc za sobą wysłanych, zbliżył się do niego.
— Miłościwy panie — rzekł — ludzie ci zaprzysięgają, że Szaszor został trafunkiem zabity, i proszą aby go nie mszczono... a zamek poddać gotowi. Zaręczyłem im to — lecz pragną mieć wasze słowo książęce...
Białemu pomsta za Szaszora wcale podobno na sercu nie leżała, z widocznie rozjaśnioną twarzą, ręką dał znak że przystaje, a Lasota dodał z siebie.