Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom II.djvu/100

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Romlik chciał się odezwać, pachołek mu szeroką dłonią usta zatulił.
— Rozkaz króla... ja ci przynoszę... słowem mojem — zawołał książę. — Zamek otworzyć natychmiast, lub starego obwieszę.
Sposób ten zdobycia, Szaszor, który dobrze znał przywiązanie Łukosza do starca, pewnie doradzić musiał.
Romlikowi już stryczek na szyję zakładano, gdy Łukosz w rozpaczy wołać począł.
— Dziej się wola Boża — nie dam ginąć staremu, niech król lepiej zamek traci. Ma ich dosyć, a u mnie on jeden na świecie...
Na twarzy Białego zabłysła radość, pokazał się uśmiech, spiął konia spiesząc już sam do bramy.
Wewnątrz podnoszono żelazną kratę, Łukosz biegł sam, aby co prędzej starca wyzwolić.
Złotorya się poddała... Książę Władysław pierwszy wjechał na zamek.