Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom II.djvu/099

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


rok wydany, stryczek gotowy — Romlika tu wam przed bramą obwiesim...
Zbladł Łukosz.
Książę, który na koniu stał trzymając się nieco dalej, aby go z łuku lub kuszy nie postrzelono — przerwał Szaszorowi, dodając.
— Bramy zaraz otworzyć, lub śmierć staroście..
Dla większego strwożenia młodego dowódzcy, Szaszor z konia skoczył, jakby szukał miejsca, gdzieby wyrok miał spełnić. Romlika dwóch ludzi z konia ściągnęło...
Przed samym zamkiem u mostu, stała chata rozwalona, z dachem zapadłym, z której tylko zrąb pozostał. Obnażone belki popruchniałe zobaczywszy Szaszor począł wołać, że na jednę z nich postronek zarzucić było można. Książę stał, nie odzywając się już i nie przecząc też.
Pachołkowie powlekli nieszczęśliwego na miejsce wskazane.
Łukosz który na to patrzał, łamał ręce w rozpaczy.
— Stójcie! — zakrzyczał,[1]
Romlik już pod belką stojąc począł doń wołać.
— Ani mi się waż...
Młody dowódzca nie słuchał, bo mu szło o życie starego, który dla niego był tak jak ojcem, więcej pewnie niż o zamek.

— Pokażcie rozkaz króla! — odezwał się do stojących pod bramą.

  1. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; zamiast przecinka winna być kropka.