Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom II.djvu/077

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Nie tylko Gąska z ludźmi wyznaczonemi miał ztąd towarzyszyć księciu, różnego ochotnika znalazła się w mieście garść spora.
I nim rybacy ze swą daniną, a ławnicy z podarkiem z miasteczka pospieszyć mogli, Biały już Sciborka Poboga nad zamkiem stanowił swoim starostą i zdawał mu resztę załogi, a sam co spieszniej na koń się siadać zabierał, do Gniewkowa...
Buśko zmęczony byłby także chętnie pozostał z sokołem, jako część załogi na Włocławku — lecz, obawiał się księcia opuścić i zostać osieroconym. On jeden w to nadzwyczajne szczęście pana swojego nie wierzył.
— Gdzieby się jemu poszczęścić co miało? — mruczał sobie. — My jeszcze pewnie na Chenowskie wino do Dyżonu powrócimy. Smutnych tych myśli, nie dzielił jakoś nikt.
Zalecając na zamku pilność, w mieście posłuszeństwo i wierność, książę po drodze już wyposażony baryłką miodu, puścił się ku Gniewkowowi...
Prowadził z sobą więcej kopy ludzi zbrojnych, miał już we władaniu zamek jeden, drugiego był tak jak pewnym.
Ponieważ Lasota w ostatnich czasach często mu czynił wyrzuty i okazywał nieufność, książę z tej chwili skorzystał, aby przywoławszy go do