Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom I.djvu/152

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


że tylko dla starego księcia, któremu do obucha służyć rad — trzyma się przy kluczach...
Ponieważ w gospodzie na dłuższe gawędy miejsce niedogodne było, pan Mikołaj na zamek do siebie prosił.
— Żona i dzieci moje na wsi, doma; jam tu sam jeden jako patyk, mówił podskarbi, na książęcym chlebie, więc i przyjęcie będzie, na jakie mnie stało...
Dersław tedy Lasotę swojego stawił przyjacielowi jako krewniaka, który po śmierci króla służbę utracił.
— Możebyście wy potrzebowali dworaka, który już dobrą odbył szkołę? rzekł śmiejąc się.
Mikołaj spojrzał na młodzieńca i nic nie odpowiedział zrazu.
— Nie tak to łatwo u nas nowemu człowiekowi się umieścić, rzekł po chwili. Nasz stary książe młodym niedowierza... nie łatwo też do nich nawyka.
— Mój ci takim młodzieniaszkiem nie jest — dodał ukazując Dersław.
— Prędzejby w Czersku lub w Warszawie służba się znalazła niż u nas — rzekł pan Mikołaj.
— Nam też z nią nie pilno — wtrącił Dersław.
Gdy wkrótce potem na zamek się wybierali, a Mikołaj podskarbi Lasotę też zapraszał, wy-