Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom I.djvu/148

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wita mieniając, tak na tem nie wyszli, jak żaby...
Potrząsł głową Dersław nic na tę powieść nie odpowiadając. Byłby może tu języka zasiągnąwszy do Płocka podróży zaniechał, lecz pana Mikołaja z Milanowa chciał też rozpytać i dotrzeć do samego księcia, a dowiedzieć się, co też on by rzekł na to, gdyby go na tron wezwać chciano?
Dniało już dobrze, gdy Dersław wraz z Okoniem do swoich ludzi za rzeczką przybył, i Lasotę znalazł już pogotowiu do dalszej podróży. Stary dziwak przeprowadzać ich niechciał dać nikomu, miał bowiem na myśli takiemi poplątanemi wieść ich drogami, ażeby drugi raz na gródek jego trafić nie mogli.
Nic im o tem nie mówiąc, tak też uczynił, że niby sam nie będąc pewien dróg, do pół dnia ich wodził naprzód, w tył, i na prawo i lewo, aby się tem obłąkali, i dopiero wymęczywszy dobrze, gdy Dersław domyślając się podstępu, wyrzekać począł i dąsać się, na gościniec wywiódł, a tu, nie czekając podziękowania z oczów im zniknął.