Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom I.djvu/107

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Niesłuszne uprzedzenie wasze, — odezwał się po chwili. — Król Ludwik pan jest mądry i dobry, płynie w nim kropla krwi Piastów, królowa stara Kaźmirzowa siostra, Łoktkowa córa, pani wielce łaskawa.
— Miły mój, — rozśmiał się Przedysław, — policzcie jej lata, czy w tym wieku takiem, jak nasze królestwo, rządzić jej przystało?
Dobra jest... ale sama dobroć ta dla nas się w złość obróci, bo źli ludzie z niej korzystać będą i już korzystają...
Prawdy do niej nie dopuszczą, kraj się zawichrzy...
Nie dokończył. Smutnie na stół patrzał Otto z Pilcy.
— Gorzko prawicie, — szepnął.
— Bo nam goryczą serce zapływa, — odparł Przedysław.
Tymczasem rozjaśniło się nieco, chmura niesiona wiatrem szybkim w stronę odeszła.
Otto z Pilcy powstał, rękę podając gospodarzowi.
— Zaprawdę nie wiem, co pocznę, — rzekł, — ale z wami rozstać się nie chcę jako obcy. Prawdę usłyszeć zawsze dobrze.
Szli tedy razem ku sieni, gdzie służba wojewodzińska czekała, i Otto z Pilcy, nie zatrzymując się dłużej, konia sobie podać kazał.