Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom I.djvu/105

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Podano kubki powitalne, nie tknął swego Otton.
— Panie wojewodo, — rzekł, — mnie się widzi, że wola królewska jest po nad prawo. Starajcie się ją odmienić, lecz słuchać jej potrzeba.
— A mnie się widzi, że rycerstwo tych ziem prawa swe miało i nawet u swych własnych panów upominało się o nie, cóż dopiero u obcego?
— Ale tenci królem naszym jest! — odparł Otto.
— Węgierskim i dalmackim więcej jeszcze... — szepnął wojewoda.
Otto się zwolna przeszedł po izbie zadumany.
— Powinniście na to pomnieć, — rzekł, — że póki żył król Kaźmirz, o to się najpilniej starał, aby z rozerwanego państwa jedność stworzył, bo to siłę mu daje. Chcecie więc rozerwać, co połączył, godzicie na bezpieczeństwo i potęgę korony tej?..
— Nie oddzielamy się przecie, ani królowi posłuszeństwa nie wypowiadamy, — odparł Przedysław, — lecz chcemy, aby zarówno wielkopolskim był jak krakowskim.
Poruszył ramionami Otto.
Na dworze szalał jeszcze wicher i grad z deszczem bił o ściany; lecz, nie zważając na to, dłużej już rozprawiać nie chcąc, Otto kołpak swój, który był na stole położył, wziął w rękę, skłonił się i zmierzał do wyjścia.