Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom I.djvu/101

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


towności wystawieni byli. Otto z Pilcy chciał moc swą i powagę okazać, zarządził pogonie, wyprawił oddziały; nie powiodło mu się zupełnie. Jego ludzie ani języka dostać, ni pomocy od nikogo doprosić się nie mogli, odprawiano ich jak nieprzyjaciół, znać nie chcąc. Nawet ci, którym w pomoc przychodzili, pozbyć się ich byli radzi.
Cierpiał tak czas jakiś Otto z Pilcy, a coraz bardziej niepokojące wieści go dochodziły.
Duchowieństwo, na które rachował, bezsilne było, w końcu i ono swoim się narażać, i z nimi dla wielkorządzcy zrywać nie chciało.
Radził biskup z Przedysławem z Gołuchowa mówić i przez niego sobie ziemian jednać. Otto z Pilcy wiedząc, że powoływać go do siebie byłoby próżnem, bo wojewoda pewnoby się nie stawił, sam, dowiedziawszy się, kiedy w Gołuchowie go znajdzie, z małym pocztem doń pojechał.
Nie byli obcy sobie, bo się już w życiu nieraz spotykali; lecz teraz zaszły stosunki nowe i poprzednik na wielkorządach ani się już w Poznaniu pokazał.
Jednego dnia wiosny, wczesnej nadspodzianie, z gradem i ulewą a wichrem, w złą godzinę przybył Otto z Pilcy na zamek gołuchowski.
Nie wiedziano kto był, gdy zajeżdżał, a że gościnność u nas zawsze cnotą była najpierwszą, ani spytano nawet, spuszczając bronę.