Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom I.djvu/087

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Janko z Czarnkowa na przemiany lament podnosił wielki i boską pomstą groził...
— Na zgubę prowadzą królestwo, na upadek i rozerwanie... Niedołężnej babie dał król rządy, obsiedli ją pochlebcy, opanowali źli ludzie, więc dla nas starych sług miejsca nie ma i nietylko precz iść potrzeba, lecz życie chronić...
— Lecz cóż oni do was mieć mogli? co zarzucić? — pochwycił Dersław.
— Zmyślili co chcieli, by się pozbyć — wołał przybyły — nie o mnie idzie, ale o podkanclerstwo, by mi je wydrzeć, a dać je Zawiszy. Cóż ich kosztuje skłamać i potwarz cisnąć?
Zadali mi, żem po śmierci króla jakieś grzywny sobie przywłaszczył, zadają, że czarownicami się posługuję, że od żyda Lewka pierścień czarodziejski podarowany noszę... Czy ja wiem zresztą, co mi zarzucają? — rozśmiał się gorzko podkanclerzy.
Musiałem im z oczów znijść, więc póki nie spocznę nieco, u was pobędę, a potem do arcybiskupa ruszę...
Dersław ledwie uszom wierzyć chciał.
— To, co ze mną — dodał podkanclerzy — dzieje się z drugimi Przedysław ustąpić musiał.
— Komu? — podchwycił Dersław.
— Jednemu z tych, których twarz i obyczaj królowej się podobały — śmiejąc się mówił Janko. No, nie ma co się dziwić. Otto z Pilcy człowiek