Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom I.djvu/088

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


rycerski, nic mu zarzucić nie można, oprócz że dworuje, gdzie nie powinien...
Otto z Pilcy! Małopolanin! — zakrzyknął Dersław — na wielkorządach w Poznaniu. Znam go, wszędzieby dobry był, ale u nas nie usiedzi... nie damy się...
Raz począwszy gość, nieprzebraną wysypał mnogość jednych nad drugie osobliwszych nowin o przemianach, które stara królowa poczyniła. Dawnych urzędników oddalano, stanowiono nowych, Rożyce ojciec i syn, z niemi ksiądz Mikołaj z Kórnika i siła innych do królowej nikomu przystępu nie dając, swoich przyjaciół wszędzie podstawiali.
Janko z Czarnkowa malował starą, zdziecinniałą królowę z większym politowaniem, niż niechęcią, winę składając na tych, co ją okłamywali.
— Litwa napadła — mówił — to wiecie, myślicie, że wojsko przeciwko niej posłano? Dano pustoszyć aż po Łysą Górę, a doradzcy starej pani nauczyli ją, ażeby posłów wyprawiła do Kunigasów litewskich i — zagroziła im potęgą swojego syna!!
Litwini się z nich naśmieli, poszło tysiące ludzi w niewolę, tysiące domostw w perzynę, a królowa cytarzysty słucha, śpiewem się lubuje, pląsom przypatruje i słodkich słów słucha. Nie takiego nam króla było potrzeba! — westchnął Jan