Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom I.djvu/030

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Po Chrobrym ci ją macie i po Przemku naszym...
— Stare dzieje! — wtrącił ksiądz Zawisza śmiejąc się. — Bądźcie pamiętni tego, że nieboszczyk król, którego pamięć czcicie, chciał jednej Polski...
— My też jej chcemy — odparł Przedysław — aliści w jednym człeku jest rąk dwoje i oczu dwoje, tak i u nas.
— Cóżby to było? — przerwał Dobiesław żywo, a noby nowy król, gwoli różnym ziemiom, każdej z osobna chyba koronować się musiał, i jak było jedenaście na pogrzebie chorągwi, tak byście go jedenaście razy namaszczać musieli?
Śmiech się rozległ do koła, a Przedysław namarszczył nieco.
— Jużci — rzekł — Kujawy osobno koronować go nie potrzebują, ani się o to Sieradz upomni, ale Wielkopolska, gniazdo pierwsze... piastowskie...
— Z Piastami się skończyło! — mruknął sędzia krakowski.
Gdzieś w dali ozwało się jakby westchnienie.
Otto z Pilcy słuchał milczący, a gospodarz dodał, łagodząc Wielkorządzcę wielkopolskiego, który z za stołu wstawał, jakby odchodzić myślał.
— Król do was jedzie, nie frasujcie się, będziecie go mieli u siebie.