Strona:PL Józef Bliziński - Marcowy kawaler.djvu/69

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.
Eulalja.

A więc moja kobiécino, jest pan?

Pawłowa.

Niéma.

Eulalja.

Niema! co za szkoda! gdzież pojechał?

Pawłowa.

Katać ja go patrzę, gdzie jeździ.

Eulalja. (n. s.)

Zaczekam... może pojechał tylko do Topolina, i zminęliśmy się w drodze, bo udałam się umyślnie przez lasek... (znowu chodzi). Skoro Klotylda jest gotowa, kolczyki jakbym miała w kieszeni.... a może i co więcéj oberwę — może wtenczas nareszcie ten zdrajca Anastazy przestanie się wahać i klęknie przedemną... głupiec! za błogosławieństwo boskie powinienby sobie uważać pozyskanie za żonę kobiéty takiéj jak ja!... mężczyzni są ślepi, jak bozię kocham.... (do Pawłowéj) moja kobiéto, czego się tak mnie patrzysz?

Pawłowa.

Przecie nie schowam oczu do kieszeni.