Strona:PL Istrati - Żagiew i zgliszcza.djvu/118

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


zalega cisza cmentarna, przerywana tylko nawoływaniem naszej czwórki, która mozolnie toruje sobie drogę poprzez gęstwinę krzaków w stronę oczekującego nas na Wołdze holownika.
W kilka dni później jedziemy, tym razem bez Rakowskiego celem obejrzenia lotosów w labiryncie delty Wołgi, olbrzymiej przestrzeni, królestwie rzadkich roślin, zwierząt i dzikiego ptactwa, gdzie nikomu nie wolno polować ani łowić ryb.
Płyniemy na holowniku Tow. Stalin, otoczeni grupą osobistości oficjalnych. Kierownik tej wyprawy, człowiek o niezbyt inteligentnym wyglądzie, wdaje się ze mną w rozmowę. Wyrzuca mi moje sympatje do opozycji, której przywódców określa mianem „zdrajców“. A dla poparcia swego twierdzenia przytacza argument zaprawdę rozkoszny i osobliwy:
— Wie pan, co powiedzieli mieszkańcy Alma-Ata, kiedy przyjechał tam Trocki?
— No?
— Otóż powiedzieli: powraca dawny system rządu!
— ?!



Z Kaukazu
Tyflis

Wyjeżdżam z Astrachania u wożąc ze sobą malarję. Przez ostatnie czterdzieści ośm godzin naszego pobytu w tem mieście leżę w łóżku, wstrząsany febrą. Ale dźwigam się z łóżka i wyjeżdżamy okrętem aż do Makacz-Kala, gdzie wsiadamy na pociąg do Tyflisu.