Strona:PL Herbert George Wells - Nowele.djvu/119

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


o tych potwornych gatunkach olbrzymich polipów, które spotyka się czasem pół przetrawione w żołądkach złowionych rekinów, lub na powierzchni martwe, pół zjedzone i rozłożone.
Wyobrażał sobie, że jeden z tych potworów rzuci się na kulę i nie zechce jej wypuścić. A ruch zegarowy, czyż go wypróbował dostatecznie? Ale teraz, czyby chciał iść w dół czy do góry, to wszystko jedno.
Po pięćdziesięciu sekundach wszystko na zewnątrz było czarne jak noc, wyjąwszy tę niewielką przestrzeń, którą oświetlała lampa elektryczna, a w której od czasu do czasu ukazywały się ryby lub ułomki jakichś rzeczy, zapadających w głębie. Wszystko to znikało nazbyt prędko, by można było odróżnić, co to jest. Raz, zdawało mu się, że widział rekina. W tej chwili zaczęła się kula rozgrzewać od tarcia.
Widocznie sprawa ta niedostatecznie była skalkulowana. Pierwsza rzecz, nad którą się zastanowił, była, że oddychał. Potem usłyszał pod nogami rodzaj świstu,