Strona:PL Herbert George Wells - Nowele.djvu/118

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


forma pocisku byłaby może dogodniejsza, ale nie zniosłaby olbrzymiego ciśnienia głębi. Naraz kołysanie ustało, kula była w równowadze; gdy się podniósł, ujrzał dokoła siebie błękitno-zielone fale ze światłem słońca, przenikającego łagodnie z powierzchni i tysiące maleńkich istot, które zawrotnie leciały ku szybom, jakby spragnione światła. Potem, w miarę patrzenia, ciemność rosła do tego stopnia, że w końcu woda nad nim zdawała mu się ciemną, jak nieba nocne, choć w odcieniu zieleńszym, a pod nim — absolutnie czarna. Od czasu do czasu małe przezroczyste istotki o świetlnem skrzeniu — gromadziły się koło okien w lekkie zielonawe roje.
A wrażenie upadku! Przypominało ono nagłe opuszczenie się windy — z tą różnicą, że trwało znacznie dłużej; trzeba chwilę pomyśleć, by zrozumieć to wrażenie. Wtedy to dopiero Elstead poraz pierwszy zaczął żałować swej zuchwałej wyprawy. Z zupełnie nowego stanowiska widział szanse przeciw sobie. Pomyślał o tych olbrzymich rybach-piłach, które żyją w średniej głębi morza,