Strona:PL Herbert George Wells - Nowele.djvu/120

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


który ciągle rósł i widział tysiące banieczek, maleńkich banieczek, które wachlarzowato szły ku powierzchni. To para!
Pomacał okienko: szyba była gorąca. Natychmiast zapalił lampę elektryczną wewnątrz kabiny, spojrzał na zegar umieszczony należycie i przekonał się, że jego podróż trwa już dwie minuty. Przyszło mu do głowy, że okienko mogło pęknąć wskutek zetknięcia się temperatur, gdyż wiedział, że wody w wielkich głębiach są lodowate. Potem naraz zdało się, że dolna ściana kuli ciśnie mu nogi; wir banieczek się zmniejszył, a świst zwolna cichł. Kula lekko się chybotała. Okno nie pękło, nic się nie pogięło i wiedział teraz, że w każdym razie niebezpieczeństwo zatonięcia minęło.
Jeszcze minuta, a spocznie na dnie. Myślał w tej chwili — powiada — o Stevensie, o Weybridge’u i innych, którzy byli o pięć mil w górze nad nim, wyżej dla niego, niż jakiebądź chmury na niebie, myślał o nich, którzy tam powoli krążyli ze statkiem, chcąc przeniknąć