Strona:PL Gonczarow - Obłomow T1-2.djvu/56

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


III.

— W domu? — odezwał się w przedpokoju gruby i donośny głos.
— Dokądże w tym czasie iść? — jeszcze niegrzeczniej odpowiedział Zachar.
Wszedł człowiek około czterdziestu lat, należący do kategorji olbrzymów: wysoki, o szerokich plecach, masywnej postawy, z wydatnemi rysami twarzy, o wielkiej głowie, lecz krótkiej i szerokiej szyi, z wielkiemi wybałuszonemi oczyma, o mięsistych wargach. Spojrzenie na tego człowieka nasuwało myśl o czemś pospolitem i niechlujnem. Widać było, że on nie zwracał zbyt wielkiej uwagi na czystość swego ubrania. Golił się również niezbyt często. Widocznie było to dla niego rzeczą obojętną. Brak estetyki w ubraniu nie martwił go. Nosił je z cyniczną obojętnością.
Był to Michej Andreicz Tarantjew, ziomek Obłomowa.
Tarantjew patrzył na wszystko ponuro, z odcieniem pogardy, z jawną nieżyczliwością do wszystkiego, co go otaczało, gotów łajać wszystkich i wszystko na świecie, jak gdyby obrażony niesprawiedliwością, niedość oceniany w swojej godności, jak prześladowany przez los silny charakter, który niedobrowolnie i ponuro mu się poddaje.