Strona:PL Gonczarow - Obłomow T1-2.djvu/57

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ruchy jego były śmiałe i zamaszyste. Przemawiał głośno i ostro, prawie zawsze gniewnie. Z większego oddalenia wydawało się, jak gdyby puste wozy przez most przejeżdżały. Nie krępował się on nigdy niczyją obecnością, w kieszeni nie szukał wyrazów, wogóle ze wszystkimi zachowywał się w sposób grubjański, nie wyłączając przyjaciół, jak gdyby dawał do zrozumienia, że rozmawiając z człowiekiem, lub nawet będąc u niego na obiedzie czy wieczerzy, zaszczyt mu czyni.
Tarantjew miał rozum bystry i przebiegły. Nikt lepiej od niego nie rozstrzygał jakiejś sprawy codziennej, lub zagmatwanej sprawy sądowej. On w mig tworzył cały plan postępowania w tym lub innym wypadku, bardzo zręcznie przytaczał dowody, a wkońcu zawsze jeszcze nagadał niegrzeczności temu, kto się go radził.
Sam zaś, jak przed dwudziestu pięciu laty, jako pisarz w jakiejś kancelarji, rozpocząwszy swoją karjerę, tak na tym samym urzędziku doczekał się siwego włosa. Ani jemu, ani też żadnemu z jego zwierzchników nie przychodziła myśl do głowy o awansie.
Rzecz w tem, że Tarantjew był tylko majster od gadania. Słowami wszystkie kwestje on rozwiązywał jasno i łatwo, ale gdy tylko trzeba było palcem ruszyć i sprawę popchnąć, czyli jego własną teorję zastosować, przedstawiał się on zupełnie innym człowiekiem: sprawa wydawała mu się ciężką, zdrowie nie dopisywało, nie wypadało tak robić, podsuwała się inna sprawa, ale którą tylko weźmie w swoje ręce, z każdej Bóg wie, co zrobi. Zupełnie jak dziecko: tu nie dopatrzy, tam nie zna jakiejś drobnostki, ówdzie spóźni się i zakończy tem, że