Strona:PL Gonczarow - Obłomow T1-2.djvu/106

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Nie było żadnego sposobu go zmusić, ażeby do zwykłych swoich zajęć wprowadził jeszcze jakieś inne.
Gdy mu kazano wymyć, wyczyścić jakąś rzecz, odnieść lub przynieść, zwykle, krzywiąc się, spełniał polecenie; ale jeśli żądano, ażeby innym razem spełnił tę samą czynność, to wszelkie ustępstwo na tym punkcie z jego strony było niemożliwe.
Co drugi, trzeci dzień trzeba było kazać mu robić to samo, co pociągało za sobą te same nieprzyjemne następstwa.
Bez względu na to, że Zachar lubił upić się, że plotkował, że ściągał ze stołu piętaki i griwienniki, że tłukł różne sprzęty i był leniwcem, był on jednak sługą oddanym swemu panu.
Onby się wcale nie namyślał, gdyby wypadło utonąć lub spłonąć w ogniu za swego pana, nie uważając tego zgoła za czyn godny podziwienia lub też jakiejś nagrody. Uważał to za rzecz tak naturalną, że inaczej byćby nawet nie mogło i postąpiłby tak bez żadnych rozumowań.
Na tym punkcie nie miał on żadnych teoryj. Nigdy mu nawet do głowy nie przyszło analizować swoje uczucia i obowiązki względem Ilji Iljicza. Sam je przecież nie wymyślał: przejął je od ojca, dziada, braci, całej służby dworskiej, ze sfery, w której się urodził i wyrósł, co wszystko weszło w jego życie, jego krew.
Zachar umarłby w zastępstwie swego barina, uważając to za swój niechybny, przyrodzony obowiązek. Niczem było dla niego rzucić się na śmierć, tak samo jak pies, spotkawszy w lesie zwierza, rzuca się na niego, nie zastanawiając się wcale nad tem dlaczego ma się rzucić on, a nie jego pan.