Strona:PL Giovanni Boccaccio - Dekameron.djvu/316

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


oddech, ścisnął kurczowo ręce i umarł. Po pewnym czasie białogłowa, zadziwiona jego spokojem i wstrzemięźliwością i, obawę żywiąca, aby mąż się nie obudził, rzekła: — Czas już odejść, Girolamo!
Nie usłyszawszy odpowiedzi, była przekonana, że Girolamo zasnął. Dlatego też wyciągnęła rękę, chcąc go obudzić, aliści dotknąwszy jego ciała, poczuła, że jest ono zimne, jak lód, co ją wielkiem zadziwieniem napełniło. Trąciła go silnie, jednakoż Girolamo nie poruszył się. Dopiero wówczas upewniła się, że umarł. Osłupiała i zgrozą przejęta przez długi czas nie wiedziała, co jej uczynić należy. Wreszcie postanowiła opowiedzieć mężowi o tem zdarzeniu, aliści przedstawić je tak, jakby ono nie jej, lecz kogoś innego dotyczyło. Zbudziła tedy męża, i opowiedziała mu rzecz całą, która rzekomo gdzieindziej się zdarzyła i zapytała go, coby uczynił, gdyby podobne zdarzenie mu się przytrafiło? Poczciwiec odpowiedział, że, według jego zdania, należałoby zwłoki odnieść na próg domu, żonie zasię nijakiej krzywdy nie czynić, bowiem ona winy za to ponosić nie może.
— Jeśli tak — rzekła Sylwestra — to i nam podobnie uczynić wypada. Później, wziąwszy męża za rękę, kazała mu się dotknąć ciała młodzieńca. Mąż Sylwestry, srodze zalękniony, zerwał się z łoża, rozniecił światło i, nie mówiąc ni słowa, ubrał trupa w swoje szaty. Poczem, przekonany o niewinności żony, wziął ciało na barki i zaniósł je na próg domu zmarłego.
Gdy o świcie martwego Girolama na progu znaleziono, podniósł się lament powszechny. Osobliwie rozpaczała matka zmarłego. Obejrzano całe ciało; ponieważ jednak najmniejszej rany na niem znaleść nie można było, lekarze orzekli, że młodzieniec zmarł z dusznej boleści, co w samej rzeczy prawdą było. Później odniesiono ciało do kościoła. Wkrótce przybyła tam matka Girolama, wielką boleścią złamana, w towarzystwie wielu krewniaków i sąsiadów. Wszyscy jęczeli i płakali nad trumną. Gdy ów płacz nieutulony się podniósł, rękodzielnik w którego domu Girolamo umarł, rzekł do swojej żony:
— Zarzuć płaszcz na siebie, idź do kościoła, wmieszaj się w tłum i posłuchaj, co ludzie między sobą mówią. Młoda białogłowa, zbyt późno litością do zmarłego przenikniona, odziała się i poszła, tak jakby ochotnie chciała patrzyć na młodzieńca, któremu, póki żył, nawet jednego pocałunku skąpiła. Osobliwą jest zaiste potęga miłości! Serce, które głuche na wołania Girolama pozostało, teraz odkryło się i zmiękło wobec niedoli. Płomień dawnej miłości zbudził się