Strona:PL Giovanni Boccaccio - Dekameron.djvu/315

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


mieślnika. Z tego powodu w niezmierną rozpacz popadł, aliści wiedząc, że nic tu zmienić nie lza, starał się w miarę sił swoich nad sobą zapanować. Uznawszy, gdzie Sylwestra mieszka, począł krążyć koło jej domu, jak to zakochani młodzieńcy czynić są w obyczaju, wierzył bowiem, że białogłowa jeszcze o nim nie zapomniała. Omylił się jednakoż, bowiem Sylwestra nie chciała nawet wspominać o nim, tak, jakby go nigdy nie była znała. Strapiony młodzian przekonał się o tem wrychle, ku swojej wielkiej rozpaczy, mimo to jednak nie litował starań, aby znów na się uwagę jej zwrócić. Ponieważ wszystkie te wysiłki płonemi się okazały, postanowił tedy choćby za cenę życia chwilkę rozmowy z nią uzyskać. Wywiedziawszy się od jednego z sąsiadów o modłę życia małżonków, wślizgnął się pewnego wieczoru do domu Sylwestry, gdy ta właśnie pospołu z mężem u sąsiadów bawiła, i ukrył się w sypialnej komnacie za sztuką namiotowego płótna. Tak ukryty doczekał się ich powrotu. Wkrótce usłyszał, że się do łoża kładą. Gdy mąż zasnął, podszedł do łoża Sylwestry i położywszy jej rękę na piersi, rzekł cichym głosem:
— Czy śpisz, najdroższe serce moje?
Białogłowa, która jeszcze nie spała, chciała krzyknąć, aliści Girolamo zaklął ją:
— Na Boga, nie krzycz! Jestem twoim Girolamo!
— Girolamo, na miłosierdzie boskie, odejdź stąd coprędzej — odparła Sylwestra, drżąc całem ciałem. Już minął ten czas, gdy będąc dziećmi, kochaliśmy się nawzajem. Wiesz przecie, że mężatką jestem! Nie chcę znać żadnego mężczyzny, krom męża mego. Dlatego też, na rany Chrystusa cię zaklinam, opuść mnie w tej chwili. Gdyby cię mąż mój usłyszał, to co najmniej takie nieszczęście z tegoby wynikło, że nie mogłabym już z nim żyć w zgodzie i spokoju, podczas gdy teraz, kochana przez niego, spokojną i szczęśliwą się czuję.
Młodzieniec, słowami temi w samo serce tknięty, jął jej przypominać przeszłość i miłość swoją, której ani rozłąka, ani lata złamać nie mogły; zaklinał ją i błagał, ale to wszystko na nic się nie zdało. Postanowiwszy życie sobie odjąć, począł ją prosić, aby zezwoliła mu położyć się obok niej i nieco się ogrzać, skostniał bowiem od zimna, czekając na nią. Przyrzekł jej przytem, że się do niej nie dotknie i że, ogrzawszy się, odejdzie natychmiast. Sylwestra, niejakiem współczuciem przenikniona, zgodziła się. Wówczas Girolamo położył się przy niej. Skupiwszy całą myśl swoją na wspomnieniach miłości i nadziejach utraconych, z życiem rozstać się postanowił. Wstrzymał tedy