Strona:PL Giovanni Boccaccio - Dekameron.djvu/317

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


w Sylwestrze od nowa, a na widok martwego oblicza, niezmierzona żałość ją objęła. Okryta szczelnie płaszczem, przecisnęła się przez tłum kobiet i do zwłok się przybliżyła. Tutaj z przeraźliwym krzykiem padła na trupa i nawet zrosić go łzami nie zdołała, bowiem ledwie się ciała dotknęła, skonała, duszną boleścią rażona. Wszystkie przytomne białogłowy rzuciły się ku niej, aby ją pocieszyć i podnieść, aliści Sylwestra leżała bez ruchu. Co widząc, gwałtem ją od zwłok oderwać chciały; dopiero wówczas spostrzegły, że jest już martwa. Białogłowy uderzyły w ogromny płacz. Wieść o nieszczęsnem zdarzeniu obiegła wkrótce całe miasto i doszła do uszu męża Sylwestry, który długo płakał, na wszelkie pociechy nieczuły. Poczem opowiedział przytomnym, co zaszło tej nocy między młodzieńcem a jego żoną; dzięki temu podał na jaśnię przyczynę ich śmierci. Przybrano tedy ciało młodej kobiety w stosowne szaty i położono je obok ciała jej kochanka. Później w wspólnej mogile zwłoki pogrzebiono. Miłość nie mogła kochanków połączyć, za to śmierć nierozerwalnemu i wiecznemi więzami ich sprzęgła.